Tragiczny dzień 17 września '39 roku w Lesznie

ostatnia zmiana: 04.02.2011
 

"Dzień 17 września 1939 roku to tragiczna i pamiętna data dla wszystkich Polaków - dzień napaści Związku Radzieckiego na Polskę. Przez wiele lat data przemilczana przez władze komunistyczne. Dziś znamy już całą prawdę o tamtym tragicznym dniu. Dla Leszna była to podwójnie tragiczna data. Na poczatku września 1939 roku Leszno zostało zajęte przez Niemców bez walki. Wydawało się, że osada wyjdzie z pożogi bez większych strat, stało się jednak inaczej. Dnia 15 września na rozkaz gen. Kutrzeby, dowódcy obrony Warszawy, gen. Thommee wysłał w rejon Leszna oddział wydzielony pod powództwem płk. dypl. Stanisława Sztarejki, dowódcy 84. pułku piechoty, w składzie około trzystu żołnierzy, z cięzkimi karabinami maszynowymi, działkami przeciwpancernymi i działonami artylerii. Oddział walczył początkowo na linii Roztoka - Wiersze, zagradzając Niemcom drogę do Puszczy Kampinoskiej. Natomiast 11. batalion 84. pułku piechoty pod dowództwem mjr Tadeusza Kiersta otrzymał rozkaz opanowania Leszna oraz zamknięcia dróg na Kampinos i Błonie, skąd ciągnęły doborowe jednostki niemieckie, aby zdobyć Warszawę. Dnia 16 września wieczorem batalion mjr Kiersta podszedł lasem do północnego skraju Leszna. Odgłosy marszu zagłuszał warkot motorów i samochodów niemieckich stacjonujących w Lesznie. Około godziny 19:00 wojsko polskie w szyku rozwinietym podeszło w rejon kościoła. Tu rozpoczęła się błyskawiczna walka. Jej poczatek tak opisał w kilka dni później mjr Kierst w prowadzonym przez siebie dzienniku: "Jestem po zachodniej stronie kościoła. Jeszcze nie padł z naszej strony ani jeden strzał. Słychać odjeżdżający jakiś wóz. Jest ciemno. Nie wiem, czy to wóz ciężarowy, czy czołg. Podbiega do mnie ppor. Mikołaj Wiremiejczyk i mówi, że oświetli ten wóz. Zgadzam się - podchodzi za domem bliżej oświetlając wóz latarką. Na to niemiecki głos: <<Die Lampe aus>>. Ppor. Wiremiejczyk oddaje strzał z pistoletu wołając: <<Ognia!>>". Przebieg walki w rejonie kościoła w następujący sposób relacjonyje jej uczestnik, dowódca 2. kompanii ckm ppor. rez. Bolesław Ościsłowski: "Pierwszy przeskoczyłem ogrodzenie kościoła. Puściłem smugę światła latarką elektryczną, na co odezwał się głos: <<Licht aus, Donnerwetter>>. W odpowiedzi rzuciłem granat, a za nim posypały się inne z zabudowań. Zaskoczenie było tak piorunujące, że Niemcy potracili głowy. Powstało wielkie zamieszanie i paniczna ucieczka. Mój granat rozerwał się w szoferce dużego wozu ciężarowego z przyczepą. Nastąpiło wielkie spięcie syreny alarmowej, która bez przerwy wyła. Sądziłem, że to znak ostrzegawczy czy wzywający pomocy. Nasze działko przeciwpancerne, które zdążyło już zająć stanowisko, jednym strzałem uspokoiło syrenę samochodową. Podszedłem do wozu, którego przód był całkowicie rozbity, kierowca rozszarpany, a obok leżał gruby oficer z rozprutym brzuchem i wyciągnietymi jelitami. Żył jeszcze w okropnych męczarniach. Nadbiegli żołnierze, otworzyli tylną klapę przyczepy, z której wsykoczył zszokowany, ranny w głowę podoficer. Z wozu wyszło jeszcze z podniesionymi rękami trzech oficerów, z trupimi czaszkami na czapkach. Pierwszy raz w życiu widziałem takie przerażenie..." Po kilkuminutowej walce żołnierze mjr Kiersta stali się panami placu boju. Niemcy stracili dwóch oficerów, dwóch podoficerów i czterech szeregowych. Wśród zabitych był płk Flick awansowany pośmiertnie do stopnia generała. Zdobyto kilkanaście samochodów. Straty własne wyniosły dwóch zabitych i trzech rannych. Po oczyszczeniu Leszna z niedobitków niemieckich 4. kompania zajęła stanowiska w rejonie cukrowni zamykając kierunek na Błonie, a por. Weber obstawił szosę na Kampinos. Ubezpieczenie od strony Zaborowa stanowiła placówka 5. kompanii na cmentarzu. W nocy działon st. ogn. Antoniego Zajelskiego rozbił celnymi strzałami dwa samochody pancerne, które usiłowały wjechać do Leszna, a żołnierze 5. komapnii wzięli do niewoli załogę dwóch karetek. Przed świtem 17 września mjr Kierst zarządził wycofanie batalionu do lasu na północ od Leszna. Podczas zmiany stanowisk wjechał od strony Błonia patrol niemiecki złożony z trzech motocykli. Nie tracąc zimnej krwi karabinowy z plutonu ppor. rez. Mariana Kuczabińskiego zajął stanowisko na środku jedni i przywitał ich ogniem. Patrol został zniszczony. Jeden z motocyklistów, Hans Lebens, dostał się do niewoli. Około 7:00 nadjechał w rejon kościoła silny niemiecki patrol motocykilistów, a w ślad za nim rozpoznawcze samochody pancerne. Za godzinę na pozycje żołnierzy mjr Kiersta wyszło natarcie zmotoryzowanego batalionu piechoty wspartego artylerią. Ponieważ Niemcy zaczęli oskrzydlać polskie kompanie, dowódca 2. batalionu zarzadził odejście w kierunku Łubca. Dramatyczne chwile przeżył wtedy działon artylerii. Jako stanowisko ogniowe zaatakowały dwa czołgi. W pierwszej chwili obsługa uległa panice. Sytuację uratował celowniczy strz. Marian Rolka, który dwoma strzałami z armaty zmusił czołgi do wycofania. Wkrótce potem stanowisko działa zaatakowała piechota niemiecka. Na wydaną przez strz. Rolkę komendę: "Do obrony wręcz" obsługa odparła piechurów, którzy pozostawili kilku zabitych i rannych. Strz. Rolka jak jeden z pierwszych odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari. Jeszcze przed wkroczeniem do Leszna Niemców lesznowianie  zakopali ciała zabitych Niemców na polu niedaleko kościoła, żeby uniknąć represji ze strony wroga. Jednak represje były tragiczne. Niemcy wrócili w zdwojonej sile. Ludzi spędzili do kościoła. Zabili kilku mieszkańców i spalili w płonącym domu parafialnym. Podpalili plebanię i wiele domów, tak że Leszno było w siedemdziesięciu procentach spalone. Grozili ludziom zbiorową egzekucją. Wtedy to ks. proboszcz Marian Stefanowski wstawił się u Niemców za parafianami, mówiąc: "Jeśli moje życie dla was [Niemców] coś znaczy, zabijcie mnie, a innych wypuśćcie na wolność". Mieszkańców Leszna na czele z ks. Stefanowskim Niemcy poprowadzili do Błonia, planując wysłanie ich w głąb Rzeszy, ale po drodze stopniowo wielu uwolnili, miedzy innymi ks. Stefanowskiego, wielu jednak trafiło na roboty do Niemiec. Na cmentarzu w Lesznie pochowano we wspólnej mogile dwudziestu trzech żołnierzy (w tym dwóch oficerów), większość z nich należała do 84. pułku ułunieckiego strzelców poleskich. Pułk ten, obok 82. brzeskiego i 83. kobryńskiego, należał do armii "Łódź" pod dowództwem gen. L. Cehaka stanowiąc 30. Poleską Dywizję Piechoty. Kapelanem tej Dywizji był ks. Jan Zieja. Mieszkańcy Leszna do dziś pamiętają o poległych żołnierzach. Każdego roku 17 września modlą się za nich na Mszy świętej i składają na ich grobach kwiaty."

Fragmenty z książki Księdza Waldemara Wojdeckiego "Dzieje Leszna i Puszczy Kampinoskiej" Wydawnictwo LUMEN, 05 - 084 Leszno, ul. Warszawska 1  
    
    Ksiądz Waldemar Wojdecki    

 
 

Szybki kontakt

  • Al. Wojska Polskiego 21
  • 05-084 Leszno
  • tel. 22 725 80 05
  • fax. 22 725 85 52
  • email: urzad@gminaleszno.pl
  • rachunek: Bank Spółdzielczy w Sochaczewie
  • nr: 89 9283 0006 0025 8629 2000 0010